Logo Rubyberry
22 Listopad 2017
Tag: jego


Pewnego pięknego poranka, Autor tegoż bloga, nękany listami, sms-ami, telefonami, komentarzami i innymi środkami komunikacji, postanowił wreszcie dodać nowy wpis. Nie było to łatwe - o nie, nie! Po pierwsze wielką trudność sprawiło mu podniesienie najpierw prawej, a potem lewej ręki, w sposób który umożliwiłby swobodne poruszanie się palców po klawiaturze (system pisania nosem okazał się zbyt perwersyjny...). Następnie otworzenie strony www, kliknięcie kilkakrotne (zaznaczam!) które niewątpliwie wyrabia mięśnie palca wskazującego (a jak wiadomo, Autor jest pasjonatem sportów WSZELAKICH), następnie oszacowanie w myślach, gdzie też poukrywały się zdjęcia, które docelowo pstrykane były w celu celowości docelowej.Niezrażony (Autor tegoż bloga) chwilowymi wahaniami nastroju, drążąc poszukiwawczo i zapobiegawczo w czeluściach folderów, odnalazł zdjęcie smakołyku...:
rubyberrysmoke.pl

Ku mojemu (pozytywnemu jak najbardziej) zaskoczeniu okazało się, że niektórzy z Was naprawdę czytają mojego bloga i nawet upominają się o nowe wpisy! Muszę przyznać, że jest to niesamowicie miłe, wiedzieć, że to co się robi nie idzie – jak przysłowiowa nauka – w las.

Brak aktywności na rubyberry jest przyczyną wielu mikropowodów, których nie będę tłumaczyć, ale jak każdy widzi jesień za pasem (za pasem?! co pas ma tu do tego...?) i samopoczucie u mnie zmienia się dość często za sprawą pogody. Kiedy jest szaro, zimno i coraz szybciej ciemno – popadam w stan marazmu (ostatnio moje ulubione słowo) i ciężko mi jest skupić się na jedzeniu słodyczy.
rubyberrysmoke.pl

Obiecałam, że zaznajomię się z tym batonem no i proszę - słowa dotrzymałam ;).

Bounty, o którym mowa, siedziało u mnie w lodówce niezłych parę dni (ba! chyba kilkanaście!). Ciągle jakoś nie miałam na nie ochoty, a jak je kupowałam to były straszne upały, stąd też nieco zmrożona jego postać.

rubyberrysmoke.pl
rubyberrysmoke.pl

Coś dla miłośników kruchych ciasteczek z kremem. Nie wiadomo dlaczego smak karmelowo-orzechowy jest "smakiem wielkiego miasta". Być może łączy ono ludzi którzy lubią karmel i tych którzy lubią orzechy. Tutaj silić się można na zawartość metafory w tym jakże skomplikowanym porównaniu. Otóż (czytacie dalej?...)

Karmel to ludzie wylansowani, imprezowi. Żel, najki, starbucks i ciemne okulary w nocy to dla nich codzienność. Kiedy poruszają się na parkiecie najbardziej snobistycznych klubów w mieście wyglądają jakby byli zrobieni z gorącej, ciągnącej karmelowej masy.
rubyberrysmoke.pl

Zafascynował mnie owoc zwany Guavą, kto czyta mojego bloga
od początku ten wie. Nie mogłam więc oprzeć się pokusie niezakupienia napoju z tegoż oto owocu. Jak głosi nalepka jest to "tropikalny napój
z indyjskiej receptury
".

rubyberrysmoke.pl

Rzeczywiście najlepiej smakuje schłodzony, a już z kostkami lodu
grzybki - rubyberrysmoke.pl

Drugą słodkością jakąś zakupiłam w Ikei były Skumkantarell (domyślam się, że to psychogrzyby...?) wyprodukowane niewiadomo gdzie. A, widzę - Made in Sweden.

Nie tylko z racji swojego wyglądu pianki te przypadły mi do gustu.
Otóż w smaku przypominają po trochę: gumę balonową i piankę marshmallow. Słodkie, przyjemne, czasami nawet można doszukać się odrobiny owocu (truskawki or somethink).
ptasie mleczko - rubyberrysmoke.pl

Na tapetę wrzucam Ptasie Mleczko koktajl truskawkowy (w mocnomlecznej czekoladzie)- w pięknym niebiesko-różowym opakowaniu z napisem "nowość" oraz/i "promocja". Uwielbiam waniliowe ptasie mleczko Wedla, więc nie mogłam nie dowiedzieć się, czy owa owocowa wariacja również przypadnie mi do gustu.

ptasie mleczko - rubyberrysmoke.pl

Moje pierwsze odczucia? Jogurt truskawkowy na przemian z czekoladkami typu galaretka w czekoladzie. Muszę przyznać, że po trzech mam już dość - są bardzo słodkie. W odróżnieniu od PM waniliowego nie mam ochoty zedrzeć czekolady zębami, a później delektować się puszytą pianką.