Logo Rubyberry
15 Marzec 2011


Pewnego pięknego poranka, Autor tegoż bloga, nękany listami, sms-ami, telefonami, komentarzami i innymi środkami komunikacji, postanowił wreszcie dodać nowy wpis. Nie było to łatwe - o nie, nie! Po pierwsze wielką trudność sprawiło mu podniesienie najpierw prawej, a potem lewej ręki, w sposób który umożliwiłby swobodne poruszanie się palców po klawiaturze (system pisania nosem okazał się zbyt perwersyjny...). Następnie otworzenie strony www, kliknięcie kilkakrotne (zaznaczam!) które niewątpliwie wyrabia mięśnie palca wskazującego (a jak wiadomo, Autor jest pasjonatem sportów WSZELAKICH), następnie oszacowanie w myślach, gdzie też poukrywały się zdjęcia, które docelowo pstrykane były w celu celowości docelowej.Niezrażony (Autor tegoż bloga) chwilowymi wahaniami nastroju, drążąc poszukiwawczo i zapobiegawczo w czeluściach folderów, odnalazł zdjęcie smakołyku...:

rubyberrysmoke.pl

Po drobnej obróbce (bynajmniej nie termicznej), piszę. Otóż ciastko to, które właściwie nie jest ciastkiem (!), zostało mi ofiarowane przez półwspółlokatora, naszą love Malwinę - za co rzecz jasna dziękuję. Doświadczyłam niebywałego odnowienia kubków smakowych poprzez delikatne przegryzanie się przez gumiastą powłokę fioletowej babeczki wielkości 4,5 cm na 4,5 cm, wysokości około 2 cm. Konsystencja nie pozwala mi na jednoznaczne określenie stanu tegoż tworu, który nabyty został w sklepie dalekiego wschodu tudzież innej kulturowej kultury, o której pochodzeniu dawno już zapomniałam, krążąc blisko granicy Chin. Miękkie, puszyste wręcz, z nadzieniem w środku, w smaku przypomina nieco surowe ciasto. Ciężko mówić tu o podobieństwach do czegokolwiek, ale nadzienie nasuwało mi na myśl mączystą nugatową nutę (jakkolwiek wyobrazicie sobie ten smak). Nie mniej jednak muszę stwierdzić, że posmakowało mi to przedziwne jedzenie - niestety nie polecam zjadania więcej niż jednej takiej babeczki na raz. Być może mój polski żołądek nie jest przyswojony do takich łakoci i czuje się nieco turbulentnie (gdyby istniało takie słowo mogłoby się je pisać przez "ę"?) po ich spożyciu. W prostych słowa: zamula! :D.Polecam do spróbowania. Nie pytajcie gdzie kupić, bo Wam niestety - z braku tej wiedzy - nie powiem :).

Ha! Ale to nie koniec. Autor zmęczony po wklepaniu kilku liter na wspaniałej klawiaturze marki Toschiba, po odkaszlnięciu kilkakrotnym i odczuciu watowatości w przełyku, postanowił brnąć dalej w ten chaszcz słowny, w ten gąszcz cukrzasty, w ten... Ekhm... Cóż się dzieje! Autor ciągniony weną twórczą (!) wkleja drugie zdjęcie! Kobiety mdleją, mężczyźni rzucają kwiaty, słychać czyjś szloch, a w oddali palą się świece i kadzidła! ... :> Odrobina patosu we wpisie dobrze zrobi - pomyślał Autor i chwilowo zamknął się w sobie.

rubyberrysmoke.pl

Niektórzy nazywają ją herbatą, inni ... - Proszę Pana, panie J., jak brzmi prawidłowo nazwa tych poskręcanych liści? ... Coś z krzewem? Niestety wpisując nazwę w googlach, odkrywam wschodnie "melodie", a raczej teksty typu: Cac san pham Che dang (Tra dang) cua Cong ty Che dang Cao Bang (Dong khe, ... Cong ty che dang Cao Bang cho biet, cong dung cua loai tra nay la tang cuong ... - jak dla mnie brzmi jak piosenka ;).Dlaczego piszę o tych dziwnie - bądź co bądź - wyglądających liściach, które po zalaniu wodą rzecz jasna rozwijają się tworząc niepowtarzalnie GORZKI smak!...? Otóż chciałam podzielić się z Wami spostrzeżeniem, że to co dla nas może być niesmaczne, dla innych może być codziennym rarytasem. Osobiście liście te oceniam za niezdatne do spożycia, dawałam im trzy szanse, które niestety za każdym razem kończył się spowrotnym oddaleniem płynu do zbiornika kubkowego. Gorycz w całej krasie, na myśl przywodząca antybiotyk w czasach anginy, o zapachu zadziwiająco (!) nie takim strasznym jak go wypisuję ;). Piszę jako ciekawostkę, nie pamiętając już skąd owa naparnica pochodzić może. Tutaj proszę o pomoc Pana J., gdyż jak wiadomo odszukanie informacji w milionach monet... eee... przepraszam - w milionach wiadomości czatowych nie jest moją mocną stroną. "Herbatka" niewątpliwie warta spróbowania, zwłaszcza, że główną jej zaletą są jej właściwości zdrowotne! I tutaj również odsyłam do tekstów źródłowych, które postaram się uzupełnić w niedługim czasie.

Autor opadł z sił. Twarzą uderzając o blat, miarowo, lecz coraz wolniej oddychając, zamknął oczy. Przez myśli jego przemknęły tysiące kryształków cukru, mieniących się kolorami tęczy. Wodospad z waty cukrowej zaczął pochłaniać jego stopy, a małe, wielokątne koraliki soli oplotły się, kąsając boleśnie, wokół jego nadgarstków. "To nadszedł czas - pomyślał - aby i mnie uwolnić od zapomnienia".

Pozdrawiam,

Psychodeliczny Autor
Wydaje mi się, że taką herbatkę dostałyśmy kiedyś od zaprzyjaźnionego księdza W. Przywiózł ją z Chin, gdzie podobno ; ) był. Mówił o niej "małpia herbata". Gorzka fakt, nie do wytrzymienia...po dniu zmienia barwę na ciemniejszą, po 4 jest już naprawdę mocno ....brunatna?

Ale osad udało się zmyć.

Podobno pobudza?
tj ostrokrzew najpewniej ;)

a opis owego ziola (tlumaczenie kolezanki z wietnamskiego):

"hex latifoia thunb

Ziola [liście] mają właściwości lecznicze [wykonuje się z nich herbatę lub lekarstwa]
dawniej był to produkt przeznaczony dla króla.

Działanie, zastosowanie:
-zmniejsza bóle, obniża ciśnienie tętnicze, w leczeniu epilepsji, uspokaja
-oczyszcza wątrobę, rozbija cholesterol, w leczeniu cukrzycy
-w leczeniu chorób żołądka, nowotworów, Cholery
-pobudza trawienie, obniża temperaturę, działa trzeźwiąco [po spożyciu alkoholu]

sposób użycia: parzyc we wrzątku przez 5 minut.
Spożywana często ma korzystny wpływ na stan zdrowia, wydłuża życie."

a co do jej smaku to ten... jest pyszna :>
No nie! Nie mogę uwierzyć, że nie ma tu jeszcze recenzji nowych konkursowych smaków chipsów lays. Ja już zrobiłam sobie degustację. Skosztowałam wszystkich hihi. :-). A Ty?
Aaaa... właśnie zakupiłam lejsy o smaku tajskich krewetek i mam zamiar o nich napisać, ale póki co uważam, że są okropne :D
To chyba nie próbowałaś tych "Niezłe ziółko". To dopiero ohyda. Krewetki po tajsku dla mnie najlepsze z tych czterech smaków ;-). Kabanosowe też mogą być ale i tak najbardziej lubię crunchipsy o smaku grillowanych żeberek (po których dzisiaj miałam lekkie rozwolnienie, wiem, feee!).
ALEŻ mam je też przygotowane do spożycia, ale coś jakoś tegoś nie mam ochoty na chipsy, a zwłaszcza te... :) - po takiej recenzji.
Podobno herbatkę należy zalewać wodą o temperaturze 70 stopni.Otrzymałam ją (Cao Bang) jako dodatek do innego zakupu.
To przedziwne "ciastko" to rachatłukum, czasami z ang. nazywane turkish delight. Po obejrzeniu pierwszej części Narnii (w której to Edek prosi o rachatłukum) postanowiłam poszukać na nie przepisu, znalazłam, ale nigdy nie wypróbowałam.
Zostaw swój komentarz...
name:
mail:
http://
Przepisz kod z obrazka:
rubyberry pastra captcha




Nie odpowiadamy za treść wypowiedzi zamieszczanych w komentarzach przez użytkowników. Nie ponosimy również żadnej odpowiedzialności za użyteczność, dokładność i kompletność jakiejkolwiek wypowiedzi, zastrzegamy sobie ponadto prawo do ich usuwania bez podania przyczyn.

Pola oznaczone kolorem różowym są wymagane! W razie wątpliwości prosimy o kontakt: [email protected].