Logo Rubyberry
15 Marzec 2011


Pewnego pięknego poranka, Autor tegoż bloga, nękany listami, sms-ami, telefonami, komentarzami i innymi środkami komunikacji, postanowił wreszcie dodać nowy wpis. Nie było to łatwe - o nie, nie! Po pierwsze wielką trudność sprawiło mu podniesienie najpierw prawej, a potem lewej ręki, w sposób który umożliwiłby swobodne poruszanie się palców po klawiaturze (system pisania nosem okazał się zbyt perwersyjny...). Następnie otworzenie strony www, kliknięcie kilkakrotne (zaznaczam!) które niewątpliwie wyrabia mięśnie palca wskazującego (a jak wiadomo, Autor jest pasjonatem sportów WSZELAKICH), następnie oszacowanie w myślach, gdzie też poukrywały się zdjęcia, które docelowo pstrykane były w celu celowości docelowej.Niezrażony (Autor tegoż bloga) chwilowymi wahaniami nastroju, drążąc poszukiwawczo i zapobiegawczo w czeluściach folderów, odnalazł zdjęcie smakołyku...:

rubyberrysmoke.pl

Po drobnej obróbce (bynajmniej nie termicznej), piszę. Otóż ciastko to, które właściwie nie jest ciastkiem (!), zostało mi ofiarowane przez półwspółlokatora, naszą love Malwinę - za co rzecz jasna dziękuję. Doświadczyłam niebywałego odnowienia kubków smakowych poprzez delikatne przegryzanie się przez gumiastą powłokę fioletowej babeczki wielkości 4,5 cm na 4,5 cm, wysokości około 2 cm. Konsystencja nie pozwala mi na jednoznaczne określenie stanu tegoż tworu, który nabyty został w sklepie dalekiego wschodu tudzież innej kulturowej kultury, o której pochodzeniu dawno już zapomniałam, krążąc blisko granicy Chin. Miękkie, puszyste wręcz, z nadzieniem w środku, w smaku przypomina nieco surowe ciasto. Ciężko mówić tu o podobieństwach do czegokolwiek, ale nadzienie nasuwało mi na myśl mączystą nugatową nutę (jakkolwiek wyobrazicie sobie ten smak). Nie mniej jednak muszę stwierdzić, że posmakowało mi to przedziwne jedzenie - niestety nie polecam zjadania więcej niż jednej takiej babeczki na raz. Być może mój polski żołądek nie jest przyswojony do takich łakoci i czuje się nieco turbulentnie (gdyby istniało takie słowo mogłoby się je pisać przez "ę"?) po ich spożyciu. W prostych słowa: zamula! :D.Polecam do spróbowania. Nie pytajcie gdzie kupić, bo Wam niestety - z braku tej wiedzy - nie powiem :).

Ha! Ale to nie koniec. Autor zmęczony po wklepaniu kilku liter na wspaniałej klawiaturze marki Toschiba, po odkaszlnięciu kilkakrotnym i odczuciu watowatości w przełyku, postanowił brnąć dalej w ten chaszcz słowny, w ten gąszcz cukrzasty, w ten... Ekhm... Cóż się dzieje! Autor ciągniony weną twórczą (!) wkleja drugie zdjęcie! Kobiety mdleją, mężczyźni rzucają kwiaty, słychać czyjś szloch, a w oddali palą się świece i kadzidła! ... :> Odrobina patosu we wpisie dobrze zrobi - pomyślał Autor i chwilowo zamknął się w sobie.

rubyberrysmoke.pl

Niektórzy nazywają ją herbatą, inni ... - Proszę Pana, panie J., jak brzmi prawidłowo nazwa tych poskręcanych liści? ... Coś z krzewem? Niestety wpisując nazwę w googlach, odkrywam wschodnie "melodie", a raczej teksty typu: Cac san pham Che dang (Tra dang) cua Cong ty Che dang Cao Bang (Dong khe, ... Cong ty che dang Cao Bang cho biet, cong dung cua loai tra nay la tang cuong ... - jak dla mnie brzmi jak piosenka ;).Dlaczego piszę o tych dziwnie - bądź co bądź - wyglądających liściach, które po zalaniu wodą rzecz jasna rozwijają się tworząc niepowtarzalnie GORZKI smak!...? Otóż chciałam podzielić się z Wami spostrzeżeniem, że to co dla nas może być niesmaczne, dla innych może być codziennym rarytasem. Osobiście liście te oceniam za niezdatne do spożycia, dawałam im trzy szanse, które niestety za każdym razem kończył się spowrotnym oddaleniem płynu do zbiornika kubkowego. Gorycz w całej krasie, na myśl przywodząca antybiotyk w czasach anginy, o zapachu zadziwiająco (!) nie takim strasznym jak go wypisuję ;). Piszę jako ciekawostkę, nie pamiętając już skąd owa naparnica pochodzić może. Tutaj proszę o pomoc Pana J., gdyż jak wiadomo odszukanie informacji w milionach monet... eee... przepraszam - w milionach wiadomości czatowych nie jest moją mocną stroną. "Herbatka" niewątpliwie warta spróbowania, zwłaszcza, że główną jej zaletą są jej właściwości zdrowotne! I tutaj również odsyłam do tekstów źródłowych, które postaram się uzupełnić w niedługim czasie.

Autor opadł z sił. Twarzą uderzając o blat, miarowo, lecz coraz wolniej oddychając, zamknął oczy. Przez myśli jego przemknęły tysiące kryształków cukru, mieniących się kolorami tęczy. Wodospad z waty cukrowej zaczął pochłaniać jego stopy, a małe, wielokątne koraliki soli oplotły się, kąsając boleśnie, wokół jego nadgarstków. "To nadszedł czas - pomyślał - aby i mnie uwolnić od zapomnienia".

Pozdrawiam,

Psychodeliczny Autor
25 Styczeń 2011
rubyberrysmoke.pl

Nie mam zamiaru się tłumaczyć, dlaczego znowu tak długo nie było nowego wpisu, chociaż zwykle to robię. Ale mówię dość!
Dość tłumaczeniu się!

(T. powiedział, że brzmię jak kobieta z problemami... - nie wiem o co mu chodzi:>)

Zamiast użalać się nad tym, że nie mam czasu, napiszę, że w pracy zajadam się ostatnio Musem Owocowym z serii Słodki Kubek Chwili (nazwa niedosłowna). Zalany odpowiednią ilością wody, o smaku owoców leśnych bądź truskawki świetnie nadaje się na deser w godzinach wieczornych, kiedy żaden telefon już nie dzwoni, a petenci nie proszę o wydruk, czy ksero. Któregoś razu postanowiłam zrobić to "danie" z bardzo niewielką ilością wody. Bóg mi świadkiem, że gdy przełykałam pierwszą łyżeczkę deseru o konsystencji gluta, myślałam, że pożałuję tego, że nikogo już nie ma przy stanowisku obok. Z moich doświadczeń wynika, że nie należy przesadzać z hydro-minimalizmem, bo może się to skończyć sklejeniem przełyku ;D.

rubyberrysmoke.pl

Coś co zasmakowało mi jeszcze dawno, dawno temu, a czego dostać w Polsce nie można, to znane już niektórym moim znajomym, cukierki pudrowe Vichy. Od razu tłumaczę, że nie mają nic wspólnego z kremem, choć zaiste są białe! Kształtu 8-boku, o smaku citrone. Przywiezione specjalnie dla mnie z Francji (Thanks Christophe ;)). Przyznam się szczerze, że ich delikatny smak pasuje na każdą okazję. Częstuję nimi kogo mogę i wydaje mi się, że nikt nie zgłaszał wyrazów rozczarowania (czy to zdanie jest w ogóle po polskiemu?).

Mam nadzieję, że ludzie, którzy przebywali obok mnie, kiedy mówiłam, że "tego się nie je - się proszkuje i wciąga nosem" nie wzięli tego na poważnie i nie będziemy mieli nalotu antynarkotykowego ;).

Jest godzina 1:24 i mam ochotę na odrobinę zapomnienia... tfu! Na coś do jedzenia! Oczywiście, że coś do jedzenia ;). Najchętniej zjadłabym jakąś smaczną sałatkę. Niestety moja lodówka świeci pustkami już od dłuższego czasu. Nie wiem DLACZEGO, ale obiady nie chcą się same ugotować, a zakupy same się zakupić... Poza tym dochodzę do wniosku, że gotowanie dla jednej osoby, jakby na to nie patrzeć, wieje smutkiem i - nie bójmy się tego powiedzieć - nudą. No bo taki obiad robisz na kilka dni, a kurczak z brokułami, choć wyśmienity, też po czwartym dniu brzydnie.

rubyberrysmoke.pl

Lubicie kruche i chrupiące (jak głosi opakowanie) Bieszczadzkie Suchary? Nie da się ukryć, że zawierają kminek :>. Przed chwilą pożywiłam się tym oto przysmakiem - akuratny jak na 1:46 w ponie... we wtorek! Ach, jak ten czas leci (zarzuciłam banałem). Widziałam niedaleko placu Konstytucji baro-restauracyjkę, która serwuje świeże zupy... Był tam ktoś kiedyś? :) Chętnie się wybiorę (w przyszłym miesiącu ECH). Zjadłabym pomidorową, albo po prostu smaczną :).

Ze słodyczowych rewelacji wspomnieć mogę również o pierniczkach toruńskich w polewie miętowej (tak przynajmniej czuję). Zakupione w Krakowie przez Siostrę, ale podejrzewam, że w wielu innych miastach Polski je znajdziecie TEŻ. Smaczne, ba! Bardzo smaczne! U mnie już jakiś czas leżą, więc - nie oszukujmy się - zrobiły się lekko chrupiące ;P. Nie zniechęcona tym faktem polecam je bardzo gorąco.

Czemu w tym wpisiebuty i samochody? A bo nigdy nie wiadomo "co autor miał na myśli" :>
19 Grudzień 2010
rubyberrysmoke.pl

Pracuję w nowym miejscu. A ponieważ w każdej nowej pracy należy najpierw "przywitać" się z lekarzem medycyny pracy - tak i ja odwiedziłam placówkę służby zdrowia w tym celu. Obsługa była bardzo miła, ale nie o obsłudze chcę tu mówić. Otóż w pierwszej kolejności spotkałam się z panią okulistką. Starsza pani, która ewidentnie miała problemy z pamięcią, ale nie o jej pamięci chcę tu mówić. Otóż owa kobieta powiedziała mi, zaglądając w moje niebieskie oczy, pomagając sobie śmieszną okulistyczną lampką, ŻE widzi w nich co....? Cholesterol! Nie omieszkała poinformować mnie, jakie choroby mogę dzięki temu złapać i, że najpewniej niedługo umrę... (nie, nie, to dodałam od siebie ;)). Kazała mi przechadzać się co godzinę i uprawiać sport. Potem wypisała mi 3 kopie zaświadczenia, ponieważ co chwile zapominała, że już to zrobiła :). Bardzo sympatyczna kobieta.

Dlaczego o tym piszę? Być może dlatego, że ktoś (Mr. G.) powiedział mi, że zły cholesterol oprócz nadmiaru tłuszczu powoduje też cukier, który znajduje się w słodyczach. Trochę mnie to zmartwiło - nie powiem, że nie. Sami rozumiecie - ze zdrowiem nie ma żartów! :). Nie znaczy to wcale, że rezygnuję z ich jedzenia całkowicie. Chyba bym zwariowała nie mogąc spożyć ukochanych wafelków, cukierków czy innych wynalazków.

Nie jest jednak tak, że nie mam co komentować, opisywać tutaj na blogu. Jakiś tydzień temu otrzymałam paczkę od mojej najukochańszej siostry. Paczka z Krakowa, ale tak naprawdę z Ukrainy - dobre, prawda? ;). W środku mnóstwo ciekawych rzeczy (chciałam napisać pysznych, ale przecież jeszcze nie kosztowałam), których nie można dostać w Polsce.

rubyberrysmoke.pl

A co tam, pochwalę się! :)
Niektóre z tych smakołyków pojawią się (mam taką nadzieję) tutaj w całej okazałości, a na razie pozostawiam Was w niedosmaku.

Ale, ale! Tak naprawdę chciałam dzisiaj napisać coś na inny temat. A mianowicie na temat zimy i zimowych potraw, a raczej słodyczowych przyjemności, które najchętniej spożywamy zimą. Pierwsze co nasuwa mi się na myśl, to oczywiście gorąca czekolada! W wersji simple - kakao. Nie ma nic lepszego niż szklanka ciepłego kakao po wypadzie na sanki (ech, kiedy ja ostatnio byłam na sankach...). Mieszkanką którą odkryłam niedawno, a bardzo mi posmakowała, jak gorące mleko z dodatkiem miodu i UWAGA szczypty cukru waniliowego! Pycha. Smakuje jak shake na gorąco. Polecam :).

Ogólnie na myśl przychodzą mi oczywiście specyfiki podawane na gorąco, bo przecież w zimie jest zimno i lodu to mamy dość będąc na zewnątrz. Drugą rzeczą są pierniczki. W każdym domu przyrządzane inaczej, ewidentnie kojarzące się ze świąteczną atmosferą, idealnie łączą się z ciepłą herbatą (owocową bądź just zimową). A święta już tuż tuż. Na stole pojawi się mnóstwo pysznych rzeczy, np. makowiec. Ja za makowcem jakoś ostatnio nie przepadam, chociaż przyznać muszę, że w dzieciństwie bardzo go lubiłam.

No i jeszcze jedna bardzo ważna jedzenia (tak, tak... ) obok której nikt nie przejdzie obojętnie to... Mandarynka (i pomarańcza). Zdrowa (!), smaczna, pachnąca! Mniam! Najlepsza na pragnienie i nudę (też tak macie, że jakby postawić półmisek z mandarynkami przed Wami, to żebyście nie wiem jak bardzo byli najedzeni i nie wiem jak bardzo już nie chcieli ich jeść, to i tak je jecie?! :P - to tak jak z paluszkami i słonecznikiem). W porze zimowej stosunkowo tanie i słodkie. Uwielbiam! :).

I na tym chyba zakończę mój dzisiejszy wpis. Nie jest on wpisem typu regular, ale bynajmniej nie uważam, żeby był gorszy ;).
21 Listopad 2010
rubyberrysmoke.pl

Po pierwsze przyznam się, że nie mam pojęcia czy "Ahlgrens" to nazwa firmy czy jakiś dopisek, czy cokolwiek innego, ale jest obok "Bilar" więc wpisuję w nazwę. Niestety wyrzuciłam już opakowanie z tych śmiesznych - niby samochodowych - żelek. Zakupione zostały w jednej z warszawskich Ikei, w cenie przewyższającej moje oczekiwania smakowe ;). Zwiedziona na manowce smakiem pysznych Grzybków z tegoż sklepu skusiłam się i co...?

rubyberrysmoke.pl

Wyglądają ładnie, chociaż trzeba się mocno wysilić, aby dostrzec kształt mini samochodów w tych dziwnych słodyczach (a może się czepiam?). Na pierwszy rzut oka przypominają mi małe myszki :>. No, ale już dobrze, nie będę się rozczulać.

rubyberrysmoke.pl

Smak... Hm... Szczerze powiedziawszy nie jestem nim zachwycona, a wręcz jest w tych żelkach coś takiego co mnie drażni. Słodkie, lekko kwaśne, z dziwnym aromatem, który coś mi przypomina z dzieciństwa, ale nie do końca jestem w stanie powiedzieć co to takiego. Trochę jakby smak cukierków pudrowych z dolnej półki? Trudno powiedzieć, trzeba spróbować. Mi ewidentnie nie przypadły do gustu, chociaż znam przynajmniej jedną osobę (tak, mówię o Tobie T.), która stwierdziła, że są smaczne.

Kombinujmy (co JESZCZE można z tym zrobić):

Ponieważ jabłka są owocami jesieni, a mamy jesień (haha, no to teraz pojechałam ;)) trzeba wykorzystać okazję i dary natury (;D). Moim pomysłem na dzień dzisiejszy było przyrządzenie kolorowej galaretki o jednym kolorze - mianowicie pomarańczowym (wow!).

Na początek potrzebujemy galaretkę w proszku (którą oczywiście rozpuszczamy według przepisu, choć ja wolę dodawać odrobinę mniej wody). Jabłko pokrojone w kosteczkę, raczej drobną. No i do smaku wcześniej opisane żelki Bilar.

rubyberrysmoke.pl

Tak przygotowany deser wstawiamy do lodówki na około hmm... 3 godziny? Oj tam, każdy przecież wie na ile wsadzić galaretkę, aby w pełni zastygła :).

A oto efekt:

rubyberrysmoke.pl

Tym razem chyba wygląda apetycznie, prawda...? :)
13 Listopad 2010
rubyberrysmoke.pl

Kolejna ze słodkości podrzuconych mi przez Anię (Aniu, piszę o Tobie;)). Tym razem coś, co jadłam pierwszy raz w życiu. Połączenie o którym, przyznam się, nigdy nie pomyślałam. Już samo opakowanie przyciąga wzrok, mnie kojarzy się z marynarskim - dzięki kolorom i paskom. Same cukierki zawinięte w papierki, które przypominają mi cukierki eukaliptusowe z dzieciństwa, a już na pewno słodycze sprzedawane w aptekach. Niestety, albo stety (!) cukierki te nie mają nic wspólnego z aptekami... A nie, nie, przepraszam, być może miętowy smak przywiedzie komuś na myśl medykamenty, ale ręki nie dam sobie uciąć.

rubyberrysmoke.pl

Przywiezione z Finlandii, nie mam pojęcia czy dostępne w innych regionach świata. Sprawdziwszy u wujka Google dowiedziałam się, że istnieją też inne wariacje owych smakołyków, jak na przykład "chocolate filled mint candies", chociaż one nie wydają mi się już tak ciekawym odkryciem jak toffi z miętą.

rubyberrysmoke.pl

Mięta bardzo delikatna i słodka, niektórym przywodząca na myśl pastę do zębów (nie mnie! :>). Toffi rozpływające się w ustach, miękkie, "lewne" (moja siostra powiedziałaby, że to nie jest smaczne określenie...), całość komponuje się zaskakująco dobrze. Uwielbiam ten rodzaj miętowych słodyczy, gdzie mięta nie sprawia wrażenia drażniącej a nawet gorzkiej. W tych cukierkach nie znajdziecie grama goryczy - sama słodycz! Moim skromnym zdaniem jedne ze smaczniejszych cukierków jakie ostatnio jadłam. Żałuję, że mam tylko jedną paczkę...

rubyberrysmoke.pl

Być może zdjęcie znów nie wygląda zachęcająco, niestety jeszcze nie dorobiłam się profesjonalnego osprzętowania fotograficznego do oświetlania moich trofeów... Jednak pomijając ten fakt, dodam, że zachęcam do ich spróbowania, jeżeli ktoś kiedyś spotka je na swojej drodze. Jest to niecodzienne połączenie smaków (przynajmniej w Polsce, i think...) dlatego nie każdemu posmakuje. Ja jestem nimi szczerze zachwycona! :).

Aniu, mówiłaś, że wybierasz się niedługo do Finlandii...? ;D
08 Listopad 2010
rubyberrysmoke.pl

Po długiej nieobecności powracam z nowymi smakami! Dzięki uprzejmości koleżanki (byłej współlokatorki) Anny M. mogę zaprezentować Wam kilka przysmaków z Finlandii. Na pierwszy ogień (czy tak to się mówi?) rzucam Białą czekoladę z truskawkami i... bazylią?! Zauważyłam to dopiero gdy zaczęłam pisać tego posta ;). No, ale nic to!

rubyberrysmoke.pl

Czekoladka bardzo ładnie zapakowana, i wydaje się idealna do kobiecej torebki (hehe, nie, to żadna dyskryminacja ;)). Wielkością przypomina długi tusz do rzęs (jeżeli mężczyźni nie wiedzą jak wygląda tusz do rzęs to proszę dowiedzieć się u koleżanek - integracja musi być ;P). Truskawka zachęca swoją czerwoną barwą, ale czy faktycznie można doświadczyć prawdziwie truskawkowego smaku w takiej czekoladce? Oto jest pytanie!

rubyberrysmoke.pl

W środku 5 kostek, i muszę przyznać FAKTYCZNIE czuję bazylię! Truskawki jak to truskawki cukiernicze, jakieś takie suche ;D. Smak oceniam raczej pozytywnie, chociaż nie jest to przysmak który gościłby częściej w moich ustach (że się tak wyrażę). Ciekawe połączenie białej czekolady i bazylii z truskawkami - to trzeba spróbować! :) Spieszcie się, bo zostały tylko dwie kostki (a chętnie się podzielę).

Kombinujmy (co JESZCZE można z tym zrobić):

Ponieważ przygotowałam się do tego wpisu porządnie (ekhm...) mam Wam do zaproponowania prosty deser, który właściwie nie wymaga tej specjalnej czekolady, a wykorzystać można każdą inną czekoladę, choć przyznać muszę, że z pewnością ten specyficzny smak dodaje "nutki dekadencji" ;D.

Potrzebujemy:

rubyberrysmoke.pl

...czyli jabłko, czekoladę oraz nóż, którego nie ma na zdjęciu. A, no i mikrofalówkę! Lub piekarnik (może nawet lepiej by wyszło?).

rubyberrysmoke.pl

Przekrawujemy (hmm.. przekrawamy?) jabłko w połowie, wydłubujemy (wydłubywamy? ;D) pestki pozostawiając wgłębienie na środku jabłka. Pakujemy czekoladę do środka. Do smaku możemy również posypać brzegi jabłka cukrem. Przykrywamy górną częścią jabłka dolną część jabłka (Dżizas...) i wkładamy całość (na talerzyku) do mikrofali na hmmm... 5 minut.

Zastrzegam, że różne mikrofale różnie mikrofalują, więc najlepiej sprawdzać czy jabłko już jest "upieczone", a czekolada roztopiona :). Mnie zdarzyło się akurat, że górna część osunęła się na talerzyk, A nawet (BA!) na płytę mikrofali... nie zobaczycie tego, gdyż jako wprawny degustator (!) (ale co to ma do rzeczy?) oczyściłam wszystko raz-dwa :).

rubyberrysmoke.pl

Efekt finalny - podawać na ciepło, najlepiej od razu po przyrządzeniu (uważać, aby nie poparzyć jeżyka...tfu... języka!), no i cóż więcej mogę dodać - smacznego!

Doszły mnie słuchy, że deser wygląda nieapetycznie... hmmm... Moim jedynym usprawiedliwieniem jest to, że może lepiej smakuje niż wygląda... Chociaż nie do końca zgadzam się z opinią, że deser ten wygląda na "rozpaćkany" :D.

Coś dużo dzisiaj było nawiasów ;).
13 Październik 2010
rubyberrysmoke.pl

Ku mojemu (pozytywnemu jak najbardziej) zaskoczeniu okazało się, że niektórzy z Was naprawdę czytają mojego bloga i nawet upominają się o nowe wpisy! Muszę przyznać, że jest to niesamowicie miłe, wiedzieć, że to co się robi nie idzie – jak przysłowiowa nauka – w las.

Brak aktywności na rubyberry jest przyczyną wielu mikropowodów, których nie będę tłumaczyć, ale jak każdy widzi jesień za pasem (za pasem?! co pas ma tu do tego...?) i samopoczucie u mnie zmienia się dość często za sprawą pogody. Kiedy jest szaro, zimno i coraz szybciej ciemno – popadam w stan marazmu (ostatnio moje ulubione słowo) i ciężko mi jest skupić się na jedzeniu słodyczy.

Ktoś mógłby powiedzieć, że na handrę najlepsza czekolada – hmmm... i tak i nie. Ostatnio „wyprodukowałam” blok czekoladowy (który wyszedł jak zwykle pysznie :> [tak – jestem skromna...]) i wyobraźcie sobie nie mogę się z nim uporać. Obawiam się nawet, że jego przydatność do spożycia może z czasem być coraz krótsza, a przecież szkoda byłoby, żeby się zmarnowała. Nota bene, wiecie jakie mleko w proszku jest drogie?! Jestem pod wrażeniem jego wysokiej ceny. I taka ciekawostka:

Mleko w proszku - uzyskuje się je przez odparowanie z pełnego, znormalizowanego lub chudego (odtłuszczonego) mleka krowiego prawie całej wody (pozostałość wody w proszku mlecznym to ok. 2%). (Wikipedia)

Ostatnio bardzo często kupuję wafelki: Horalky oraz Princessa. Oba Mleczne. Muszę przyznać, że przez wiele miesięcy (napisałabym lat, ale oznaczałoby to, że jestem stara, ale tak... przez wiele lat...) moim ulubionym smakiem był Orzechowy (jeśli chodzi o Princesse). Nie było mowy o tak drastycznej zmienia upodobań. Niestety w pewnym czasie smak orzechowej Princessy przestał mnie satysfakcjonować. Zmienił się. To było jak siarczysty policzek wymierzony w twarz wyrafinowanego orzechowego środowiska! Nikt nie spodziewał się, że ten wafelek może stracić „to coś”... Został upodobniony do wszystkich jemu podobnych, co mi się nie spodobało! Przerzuciłam się więc na smak Mleczny, który (bijąc się w pierś) jest naprawdę niezły! O Horalkach pisać mogłbym godzinami, gdyż są istotnie jednymi z najsmaczniejszych wafli na rynku. Wyraźnie wyrzuwam w nich wcześniej wspomniane Mleko w proszku, co przywołuje miłe skojarzenia (chociaż nie wiem dlaczego:) ). Kto nigdy nie jadł Mlecznej Horalky niech natychmiast pędzi do sklepu... i kupi i dla mnie! :D.

Skończyła się pora pomidorowa i tak mnie wzięło na wspomnienia... Ach, gdzie się podziały te malinowe pomidory wielkości ogromnej męskiej dłoni?! :>. Pachnące, mięsiste, słodkie. Przełożone mozzarellą, polane sosem bazyliowo-ziołowym firmy na K. Przed oczami mam obraz obiadowego talerza pokrytego biało-czerwoną kompozycją (hoho, jak patriotycznie...). Na usta ciśną mi się słowa: Wróć! Wróć pomidorowa fantazjo! Ekhm... No dobra, trochę przesadzam, ale rzeczywiście na takie pomidory ZAWSZE mam chęć!

Chociaż lato dopiero co się skończyło ja już za nim tęsknię i wyczekuje maja, kiedy znowu będzie można powoli chować zimowe buty i kurtkę do szafy. Niestety póki co po raz kolejny wdziewam się w moją czerwoną, alpejską kurtkę, która oczywiście jest na mnie nieco przyduża... I tak... Sama wyglądam jak jeden wielki, dojrzały pomidor! :D

Z poważaniem,
M.
28 Wrzesień 2010
rubyberrysmoke.pl

Śniadanie. Bazując na swoim przykładzie jestem w stanie stwierdzić, że niektórzy ludzie nie są predestynowani do nagrody "Śniadaniownik Roku". Otóż problem, bądź jak kto woli dolegliwość objawia się notorycznym opuszczaniem, tudzież pomijaniem porannego posiłku jakim jest śniadanie. Zazwyczaj rytuał spożywania śniadania odbywa się w domowym zaciszu, na czele z pieczywem lub mlekiem, kawą lub herbatą.

Śniadania kojarzą mi się bardzo rodzinnie, nie wiem dlaczego, czy może przez te wyidealizowane reklamy w których cała rodzina popija sok pomarańczowy i zajada kromkę z Nutellą? A może mam jeszcze w pamięci wspólne domowe śniadania, kiedy to przyjeżdżali do nas goście z obcych lądów. Na stole można było wtedy uświadczyć wszelakie dobrodziejstwa natury. Szynkę, ser, pomidory, jajka na miękko, miód, dżem... ach! Cóż to były za czasy. Kiedy tak sobie o tym myślę - tęsknię... Dzisiaj, kiedy można rzec, że jestem na "pół-swoim", nie ma rodzinnych śniadań, bo i nie ma na to czasu i ochoty. W lodówce mimo trzech rodzajów sera i szynki z indyka, oraz świeżej papryki - wieje chłodem. Stół nieprzyjaźnie patrzy na mnie okruszkami... Krzesła odpychają swoją twardą muskulaturą...

Szybki prysznic z rana i trzeba wychodzić. Jestem pewna, że nie tylko ja cierpię na dolegliwość porannego głodo-wstrętu. Zastanawiam się właśnie, czy gdyby ktoś robił mi śniadania, podał wszystko na stół, a ja mogłabym ino wciągnąć jedzenie... to czy wtedy jednak miałabym ochotę na takie śniadanie? Podobno posiłki, których sami nie przygotowujemy smakują lepiej. Coś w tym musi być.

Coraz częstszym zjawiskiem jest spożywanie porannego posiłku poza miejscem zamieszkania - w drodze lub pracy. Regały małych osiedlowych sklepików kuszą rozmaitością wyrobów. Pączek, drożdżóweczka, francuskie ciasteczko, bagietka z masłem czosnkowym... Tak, bagietka to jest to. Ostatnio często gości w moim menu. Niekiedy niezbyt świeża, co zawsze mnie zastanawia, ale staram się nie dociekać. Smaczna, niestety zimna, a wierzę, że na ciepło smakowałaby jeszcze lepiej.

Dzisiaj odkryłam, że jedna z wiodącym firm na rynku Twarożkowym wyprodukowała serek wiejski z probiotykiem. Jestem pod wrażeniem pomysłowości niektórych przedsiębiorców. Tym razem nie skusiłam się na niego, gdyż najnormalniej w świecie nie miałam ochoty na taki serek. Wolałabym ser-nik ;>.

Kończąc ten krótki wywód na temat śniadań dochodzę do wniosku, że robię się głodna... A przecież jest godzina 17:23 i pora śniadaniowego obżarstwa dawno odeszła w zapomnienie. Jednym słowem - dwa słowa...
Śniadanie -chętnie, ale podane do łóżka!

Z poważaniem,
M.
25 Wrzesień 2010
rubyberrysmoke.pl

W naszym kraju jest jeszcze wiele rzeczy do odkrycia, o czym przekonuję się niemal na każdym kroku. Byłam mocno zaskoczona widząc nadziewane paluszki (!). Nie wiem czy ktoś z Was kosztował już kiedyś czegoś podobnego, albo przynajmniej widział? Ja przyznaję się - po raz pierwszy. Był już paluszki z makiem, paluszki z sezamem, solą w czekoladzie, ale orzechowe? :D

rubyberrysmoke.pl

Mimo, że paluszki te zaciekawiły mnie swoją formą i oryginalnością, nie miałam za bardzo ochoty ich jeść. Nie wiem dlaczego, czy to przez opakowanie na którym krem orzechowy wygląda hmmm... nieapetycznie, czy też połączenie samego paluszka z tymże kremem, a może oba te powody jednocześnie, nie mobilizowały mnie aby zakosztować tego cuda.

BUT... Oto i kosztuję!

Muszę przyznać, że w rzeczy samej nie są takie najgorsze. Mniej więcej jak paluszki z masłem orzechowym (no bo co to właściwie innego jest). Lekkie, nietłuste, powiedziałabym wręcz delikatne. Szału nie ma, ale jest czym poszpanować :P.

rubyberrysmoke.pl

Nade wszystko zastanawia mnie jedno: jak oni to zrobili!
A) Wypiekają paluszki, następnie drążą w nich podłużne dziury jak w bułkach na hot-dogi, wlewając doń masę orzechową?
B) Wypiekają połówki paluszków, formują masę orzechową w pałeczki, wkładają wkład do połówek i sklejają je?
C) Masa w gotowych patyczkach, paluszki wypiekane na specjalnych cienkich sztyftach, dzięki czemu w środku powstaje dziura. Potem to już tylko jak uzupełnianie wkładu długopisu?
D) Gotowe wypieczone paluszki z dziurą w środku wciska się do grubego bloku orzechowego, dzięki czemu do środka dostaje się krem... Potem paluszki są myte z zewnątrz...?
E) ... a wy jak myślicie?

Kombinujmy (co JESZCZE można z tym zrobić):

rubyberrysmoke.pl

Paluszki mogą świetnie służyć jako dekoracja do wszelkich surówek czy potraw, jak i deserów. Na zdjęciu powyżej prezentuję dwie przepyszne surówki: marchwiowa ze słonecznikiem i selerowa z orzechami i miodem. Yummy!

Aby zakosztować tych pyszności potrzeba jednej rzeczy:
Marvel albo Thermomixa :D
21 Wrzesień 2010
rubyberrysmoke.pl

Po mojej długiej nieobecności na blogu powracam z dużą dawką cukru. Otóż będąc na "wakacjach" w moim małym miasteczku, siostra (Marvel i love you) przymusiła mnie (oj tam, oj tam) do nadrobienia zaległości, za co jestem jej oczywiście wdzięczna... :>. W ręce wpadła mi (a właściwie musiałam ją kupić...) czekolada Milki z nowej serii z krowami, z imionami. Akurat ta jest od niejakiej Fridy (omg...). Do tego czekoladowego miksu dołączam żelki Frutis, które bądź co bądź ładnie wyglądają.

rubyberrysmoke.pl

Coś o czekoladzie. Jeżeli chodzi o Milkę to powiem szczerze, że lubię, zwłaszcza czekoladę, która nazywa się Toffi bodajże, a nie... zaraz, zaraz... Caramel? :P Hmm... Myślę, że wiecie o która tabliczkę mi chodzi. Jest megasłodka. Czekolada o smaku mleka i miodu niestety nie była aż tak smaczna jak tamta, dlatego też zjadłam tylko jedną kostkę - a co zresztą, to zobaczycie poniżej.

rubyberrysmoke.pl

Ładnie to wygląda, i wierzcie mi, chciałabym w końcu odwiedzić fabrykę w której robi się takie rzeczy. Ale to byłaby frida... eee, frajda! :D Znacie kogoś kto mógłby mnie oprowadzić?

rubyberrysmoke.pl

Żelki oceniam pozytywnie. Chociaż opakowanie nie wskazuje na jakieś wykwintne słodycze muszę przyznać, że nawet mi posmakowały. Twardawe, więc jest co gryźć, aromatyczne, chociaż jogurtu to tam nie uświadczysz ;). Niestety nie opiszę tutaj dokładniej smaku, gdyż zanim zaczęłam pisać ten post, wszystkie zostały zjedzone... Pamiętam jednak, że przypadły mi do gustu.

Kombinujmy (co JESZCZE można z tym zrobić):

Ha! Jak też wspomniałam wcześniej czekolada w postaci stałej nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia, dlatego też razem z siostrą postanowiłyśmy sprawdzić jak prezentuje się po nagrzaniu do x stopni... Nie wiem ilu! Phi...

rubyberrysmoke.pl

Jeszcze lepsiejszym pomysłem było stworzenie nowego deseru z połączenia roztopionej czekolady i truskawkowo-jogurtowych żelek!

rubyberrysmoke.pl

Dla przykładu zastosowanie sprawdziłyśmy na 4 żelkach (w razie gdyby połączenie miało okazać się niezbyt udane nie byłoby tak ogromnej straty). Oczywiście trzeba dodać, że po nałożeniu czekolady należy bezzwłocznie wstawić "pralinki" do lodówki, gdzie po x czasie (nie wiem po jakim? :P) zastygną i będą gotowe do spożycia. Chociaż teraz jak sobie tak myślę... można byłoby zrobić takie czekoladowe fondi (jak to się pisze? Founde?) i maczać w nim truskawki z żelatyny.

Ogólnie przysmak ten wyszedł 'tak o'... potocznie mówiąc ;). Czekolada jednak znacznie lepiej wypada po połączeniu wszystkiego w jedną całość. Niestety nie chciała ponownie zastygać na tyle, żeby swobodnie oderwać "czekoladki" od sreberka... :/

rubyberrysmoke.pl

Roztopiona czekolada nadała się za to świetnie do polania pysznego domowegokoktajlu bananowego! Mniam!